poniedziałek, 19 grudnia 2011

Jestem, żyję, bloga nie opuściłam :D

Jak w tytule. Cały czas jestem jeszcze w trakcie prostowania tego co mi się ostatnio poplątało. Ale najważniejsze, że chyba już idzie ku lepszemu. (tfu tfu, nie zapeszam - tylko myślę pozytywnie :)) Czasu wciąż jeszcze mało, do tego gorący okres przedświąteczny, więc jak same wiecie ktoś kradnie nam chyba czas i doba jest jakaś krótsza. Coś tam jednak w wyrwanych siłą chwil powstało z moich robótek, ale brakło sił, chęci i jak zwykle czasu na zdjęcia. Czwartek i piątek już mam wolny, więc myślę że pomiędzy sprzątaniem, a gotowaniem i pieczeniem zaglądnę tu i wrzucę jeszcze kilka słów oraz fotek :) Pozdrawiam :)

sobota, 26 listopada 2011

Niemoc twórcza, a nieszczęścia wcale nie chodzą parami :/

Nieszczęścia chadzają parami. No właśnie ... wbrew słowom starego porzekadła wcale nie chodzą parami. Odnośnie mojej skromnej osoby to mam wrażenie, że takie "przeciętne nieszczęście" doskonale zdaje sobie sprawę z tego że ja cholernie silna baba jestem i tak w pojedynkę czy nawet we dwójkę to mnie nie złamie. Więc czai się takie "nieszczęście" po cichu po kątach, że niby tak nic, że niby nie zainteresowane, a tak naprawdę to cierpliwie czeka na towarzyszy usypiając przy tym moją czujność. A jak już się ich (tych nieszczęść oczywiście) uzbiera średnich rozmiarów legion, to opracowawszy dziki plan działania na głośne HURAAAA !!!!  fundują mi skomasowany atak. Jak już nieraz tu pisałam, nie lubię narzekać i się uzewnętrzniać z prywaty na blogu, jednakże w celu tłumaczenia się z braku jakiejkolwiek mojej tu obecności, trochę się powyzwierzam... ale niedużo :D  Tak więc w ciągu ostatnich dwóch tygodni między innymi: Siostra, z którą prowadzimy razem firmę skasowała samochód - zostałyśmy póki co skazane na samochód mojego męża i jego jako kierowcę. Przez pomoc nam, sam nieraz "zawala" swoją pracę, co bezpośrednio wpływa na jego humor przekładając się często na mój nerwowy nastrój. Przy okazji nasz samochód też postanowił w tym samym tygodniu dwa razy rano nie wiadomo dlaczego nie odpalić i raz spuścić w nocy powietrze z tylnego koła. W tym samym dniu w którym siostra miała wypadek popsuł nam się ploter w firmie. Mało uprzejma pani w serwisie poinformowała nas że najwcześniej możemy liczyć na naprawę dopiero w następnym tygodniu. Ilość bardzo niemiłych telefonów i niezadowolonych klientów, którzy nie dostali swoich zamówień na czas, rósł jak trawa na wiosnę. W międzyczasie dostaliśmy telefon od właściciela garażu, który wynajmujemy i w którym mąż trzymał niemałą ilość swoich materiałów promocyjnych, że właśnie go sprzedał i najlepiej by było jakbyśmy go w ciągu kilku godzin opróżnili (rzecz niemożliwa) To nie koniec mniejszych i większych problemów jakie na mnie spadły w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Potem jak maszyna w końcu ruszyła zaczęły się ponaprawcze problemy z ustawieniem kolorów na wydrukach i siedzenie w pracy po 13 godzin dziennie, żeby nadgonić zaległości, itd, itp. Do tego znów zaczął się u mnie okres egzaminów i nauki mam naprawdę sporo. Ale nie będę Was już dłużej zamęczać. Choć jak zawsze i tak nie udało im się (tym nieszczęściom) mnie złamać i z podniesioną gardą walczę z przeciwnościami losu to faktycznie na robótki ręcznie brakło już zacięcia. Niemoc twórcza jak sto diabłów, choć pomysłów dużo. Jak tylko mam wolną chwilę, którą mogę wykorzystać dla siebie bez wyrzutów sumienia ... to ją przesypiam :D Ale Wasze blogi odwiedzam i odwiedzałam cały czas regularnie co wieczór, tylko niestety sił brakło na komentowanie (obiecuję że to też nadgonię) Dobrze że chociaż w tym całym chaosie udało mi dokończyć haftowanie księżniczki Belli i Arielki na sal kołderkowy u Chagii (patrz post wcześniej) i wysłać już do niej oba moje kwadraciki. Mam nadzieję, że jutro uda mi się już usiąść do czegoś co znowu sprawi mi przyjemność. Właśnie dwa dni temu dostałam całą siatkę resztek czesanki, może pokulam filcowe koraliki ? :D Jeśli ktoś zna inny sposób, niż kadzidło z białej szałwii na wygonienie czających się po kątach kłopotów, (zanim znów zbiorą się w legiony) bo te moje to się chyba uodporniły na szałwię, to bardzo proszę o maila :)

piątek, 4 listopada 2011

Sal z księżniczkami - moja Ariel


Jakiś czas temu dołączyłam na blogu Chagi do akcji "Sal z księżniczkami". Bardzo fajny pomysł na wspólne haftowanie kwadracików, z których będą szyte „Kołderki za Jeden Uśmiech”. Także wszystkie odwiedzające mnie krzyżykowe koleżanki zapraszam serdecznie do przyłączania się do zabawy, bo cel naprawdę szczytny :) A tu nieśmiało, bo z haftem to ja w sumie dopiero zaczynam, prezentuję moją pierwszą wykrzyżykowaną księżniczkę - Ariel. A tak mi się to spodobało, że na tamborku już rozpoczęta, rośnie z każdą wolną chwilą Bella. Jakąś trochę dziwną mam kanwę, bo haft trzema nitkami muliny jest zdecydowanie za gruby, za to dwiema jakby lekko prześwituje kanwa, ale myślę że chyba nie jest aż tak tragicznie.

Moja Ariel - lekkuchno pognieciona, bo już wyprana, a jeszcze nie wyprasowana :) Oczywiście kolory trochę inne niż dyktował schemat, ale nie byłabym sobą gdybym w swoje "dzieło" nie wsadziła czegoś od siebie :-D

poniedziałek, 31 października 2011

Jaspisowe "stópki" ;-D

Patrzę na nie i patrzę... i mimo najszczerszych chęci żeby nie widzieć w nich stóp to jednak uparcie wciąż je widzę :D Projekt w założeniu miał być nieco inny (jeden z naszkicowanych, które pokazywałam kilka postów wcześniej), ale jak zwykle w połowie pracy sutasz przejął kontrolę nad moimi palcami i zaczął tworzyć się sam. Zawsze mi to robi, a ja potem muszę dopasowywać ideologię do tego co się stworzyło i przekonywać samą siebie że tak właśnie miało być :D. Ale żeby nie przedłużać to .... TATADAMMMM - OTO ONE !




Użyłam: Sutasz w dwóch odcieniach beżu, centralnie - jaspis cesarski, turkusy, szklane perły w odcieniu karmelu i turkusu, oraz bigle otwarte - srebro 925. Tył podklejony i podszyty jasnobeżowym cienkim filcem.   Będą zaimpregnowane, ale dopiero jak przyjdzie do mnie zamówiony impregnat

niedziela, 16 października 2011

Ale się nawywijało :- /

Pół dnia dzisiaj walczę z tym nieszczęsnym bloggerem. Nie pomyślałam i jak zakładałam bloga to zrobiłam to na adresie mailowym, który niedługo ulegnie wygaśnięciu, a nie mam zamiaru go przedłużać i opłacać. Okazało się że zmiana adresu mail do logowania na bloga jest niemożliwa, więc zaczęłam szukać na guglach co można innego w tym temacie zrobić. Znalazłam taką radę żeby w ustawieniach dołączyć do bloga nowego użytkownika z nowym e-mailem, nadać mu prawa administratora, a stary profil usunąć i będzie można logować się przez nowy adres. Fakt - działa to tylko że .... straciłam całą listę blogów obserwowanych. Znowu szukanie jak to odzyskać. Znalazłam - trzeba wyeksportować na starym adresie całą listę do czytnika google, a potem na nowym adresie ją zaimportować. Udało się ale....w efekcie tego w jednym momencie dołączyłam ponownie do obserwatorów na wszystkich blogach z mojej listy. Nie chcąc robić bałaganu, żeby nie było u Was w obserwatorach dwóch takich samych profili obserwujących usunęłam na starym profilu wszystkie blogi z listy. Poskutkowało, już tylko jedna Lunamis Was podgląda, za to teraz u osób, które mnie obserwują nie wyświetla się info o moich nowych postach :-/ Szał, normalnie szał z tym blogiem. No trudno, już nic nie mieszam bo całkiem go w kosmos wysadzę. Musi zostać tak jak jest. Wszystkich przepraszam za bałagan i zawirowania i nic już więcej nie kombinuję :) Ewentualnie wciąż zainteresowanych  moim blogiem zapraszam do ponownej obserwacji.

Golfiaczek według MonDu z kwiatkiem Monotemy

Pracy dużo, zajęć jeszcze więcej, czasu mało, na sutaszenie niestety na razie go nie wystarcza :( Ale to nie jest tak, że całkiem nic się w wolnych chwilach nie dzieje. Coraz zimniej na dworze, a moja Misia do szkoły ma spory kawałek drogi i na przystankach "biedne dziecko" marznie, więc pomalutku, powolutku wieczorami dziergał się dla niej ciepły golfiaczek, który podpatrzyłam na blogu u MonDu. Był on nawet u niej przedmiotem candy, a zarazem przedmiotem mojego wielkiego pożądania, ale niestety nie udało się go wygrać. A że ogromnie nam z Misią się on spodobał, więc nie było wyjścia, trzeba było samemu się za druty chwycić :) W tym miejscu ukłon i podziękowanie dla MonDu za udostępnienie schematu :). Dodatkowo dzięki instruktażowi Monotemy stworzył się dzisiaj rano taki czerwony kwiatek, który według mnie świetnie się komponuje z golfiakiem i jako całość idealnie jest w Misi nieco mroczno-wampirzo-gothowatym stylu. :D Jej się podoba, więc i ja jestem zadowolona :) Kwiatek jest broszką i można go przypiąć w dowolnym miejscu. Jak zwykle moja zołza nie chciała zostać modelką, więc na fotkach sam golfiaczek z kwiatkiem na kuchennym stole :D









wtorek, 11 października 2011

CUUUUDOOOO !!!

Ufff... nareszcie mogę usiąść spokojnie przy komputerze i pochwalić się, że dzisiaj rano przemiła Pani listonosz przyniosła mi do pracy paczkę ... A w niej ... chustę, którą wygrałam w candy u Gosi :) Powiem tylko tyle... oniemiałam... zdjęcie ani w jednej trzeciej nie pokazuje tego jaka jest na żywo. Śliczna, przemiła w dotyku, przepięknie wykonana i czarnaaaa jak noc. Gosiu nie masz pojęcia i nie umiem tego opisać (spontaniczny okrzyk jaki wydałam po otwarciu paczki - patrz tytuł posta) jak jestem zachwycona Twoim dziełem, którym nie mogę się nacieszyć. Haaaa i teraz mając ją znów w rękach przez chwilę będę "paskudnym diabołkiem" i niegrzecznie powiem wszystkim tak: Możecie mi jej "zazdraszczać" ... bo jest czego, a ona moja ci jest ! ;D:P Jeszcze raz ogromnie dziękuję Gosi za chustę i za pyszne kawki i słodkości, a zdjęcia będą niestety dopiero jutro, bo mój własny prywatny fotograf wrócił nie dawno od dentysty zubożały o jeden ząb i nie chcę go już dzisiaj męczyć. :)

Edit: 13.10.2011
Zdjęcia będą na pewno. Mam mały poślizg, bo nie ma kto mnie obfocić, mąż wyjechał, a córa nie zechciała zostać modelką :D Obiecała jednak że jutro zabawi się w fotografa i zrobimy sesyjkę, więc jutro wieczorem na bank już wrzucę foto :)
Edit: 14.10.2011
Są zdjęcia !! Z uwagi na moje nie do końca wyjściowe pyszczydło pozwoliłam sobie uciąć głowę na fotkach, tym bardziej że tu chusta jest ważna a nie ja :D

Tu się wkradła w kadr jeszcze jedna"modelka" :D

I takie pychotki :) Tam powinien być jeszcze jeden batonik ale znikł w brzuchu mojej słodkożernej meńczyzny, zanim zdążyłam cyknąć fotkę :D

sobota, 8 października 2011

Wygrałam Candy !

Brakuje mi słów, żeby opisać jaka jestem szczęśliwa. I to nawet nie dlatego, że pierwszy raz w życiu coś wygrałam, ale dlatego, że zobaczcie jaką piękną rzecz ! Ta chusta jest po prostu śliczna.
Póki co to zdjęcie zaczerpnięte z bloga organizatorki candy, (mam nadzieję, że nie będzie o to zła na mnie), ale obiecuję że jak tylko przyjdzie przesyłka to wrzucę tu całą sesję z tym cudeńkiem w roli głównej. A przy okazji to szczerze i serdecznie zapraszam na bloga Małgorzaciarnia. Zobaczcie same jakie tam *gooocha* serwuje nam śliczności. :)

środa, 5 października 2011

Wena atakuje w dziwnych momentach ;D

Mały dowód na to że nawet wykład z języka obcego potrafi być twórczy i kreatywny :D Szczególnie w przypadku kiedy się nie wiele rozumie z tego co mówi wykładowca (jakby nie mógł mówić po polsku), jest piękny leniwy sobotni poranek, a za "szkolnym" oknem cudownie świeci jesienne ciepłe słońce. No to cóż się dziwić, że moje myśli powędrowały w zupełnie w innym kierunku i nie broniąc się jakoś specjalnie, dały zaatakować wenie. W wyniku tego niespodziewanego ataku w połączeniu z niedbale przekładanym między palcami długopisem, powstało kilka nowych wzorów i projektów biżuterii.
Na razie tylko na papierze, ale mam nadzieję, że w ramach maksymalnego wykorzystania tej niewielkiej ilości wolnego czasu jaką posiadam, zaczną jednak niebawem przybierać gotowe i namacalne formy :).

środa, 28 września 2011

"Bolesna" fascynacja średniowieczem ;)

Mam dzisiaj wolne !
Nieplanowany, niespodziewany nadmiar czasu do wykorzystania na nadrobienie blogowych zaległości i na robótkowanie... tylko czemu w łóżku w pozycji leżącej... ech :(

No bo to wszystko przez automat, który po 15-tu latach udanego związku i bezawaryjnego działania postanowił ostatniej soboty nagle mnie opuścić i się popsuć, i to tak na "śmierć". Nawet nie da się go naprawić. Zresztą naprawianie tak wiekowej pralki mija się z jakimkolwiek logicznym sensem. Jako, że spadło to na mnie nagle i znienacka to niestety na nową pralkę funduszy chwilowo nie ma, więc pierwsze rozporządzenie w sobotę w domu zabrzmiało - "od dziś się NIE brudzimy ! a bieliznę każdy pierze sobie sam" :D Łatwo powiedzieć, gorzej wyegzekwować :D No i nazbierało się prania, tego zaległego które było w pralce i nowego tyle, że wczoraj musiałam to wszystko wrzucić do wanny. Wzorem naszych szanownych pra pra pra przodkiń z dumą przyjęłam pozycję wygiętą w pałąk
i na kilka godzin oddałam się szczytnemu zajęciu prania. Po zakończeniu tego jakże nowego dla mnie doświadczenia życiowego miałam mały problem żeby przyjąć z powrotem postawę homo sapiens, ale jakoś dałam radę. Jednak dziś rano gdy się obudziłam, okazało się mój kręgosłup w ramach małej zemsty nie ma ochoty ze mną współpracować i najbardziej mu się podoba wyprostowana pozycja horyzontalna. I tak sobie teraz leżę i tak mi się kołacze po głowie... Tak cię babo fascynowało średniowiecze... no to je masz !! :D

A teraz spróbuję się doczołgać do kuchni po kawę i wykorzystać ten czas jakoś efektywnie... za co by się tu chwycić... chyba za szydełko... albo może druty? :) Ale najpierw w końcu spokojnie polatam po Waszych blogach, poczytam, pooglądam, po-och-ach-uję, i gdzieniegdzie na pewno zostawię jakiś ślad po sobie ;D

poniedziałek, 26 września 2011

Ab igne ignem

Ab igne ignem - "Z ognia ogień"


Żywioł ognia - czyli aktualne wyzwanie w Kreatywnym Kufrze. Z okazji, że ten weekend szczęśliwie znowu miałam całkiem wolny i cały ten czas mogłam wykorzystać tylko dla siebie to tak się "zapaliłam" do robótek, że powstały takie oto wesołe płonące węgielki. :D A że kolory i tematyka mi bardzo przypasowała, więc postanowiłam i ja się tym razem w Kreatywnym Kufrze skromnie udzielić. :)
WYRÓŻNIONE :)

środa, 14 września 2011

Zmiana adresu bloga

Tak tylko w kwestii informacji. Zmieniłam adres bloga. Wcześniej było "lostrisowe-robotki.blogspot" stąd na fotkach widnieje jeszcze stara sygnaturka, ale zapewniam że są to moje prace :D

wtorek, 13 września 2011

Żeby nie było że ja tu nie bywam :)

Bywam bywam :) Codziennie wieczorkiem. Choćby na chwilkę, na kilka minut, tak tylko żeby zobaczyć co ciekawego napisałyście na swoich blogach i co pięknego stworzyły Wasze zdolne rączki. Gwałtowny natłok pracy zawodowej spowodowany pewnymi życiowymi zmianami, a przez to chroniczny brak wolnego czasu (nawet w weekendy) zaczyna pomału wpędzać mnie chyba w jakiś rodzaj depresji. W głowie ciągle kłębią mi się dziesiątki pomysłów, wzorów i projektów, a świadomość niemożności ich natychmiastowego wykonania wprawia mnie w swojego rodzaju przygnębienie :D Miałyście kiedyś tak, że samo dotknięcie Waszych ulubionych przedmiotów "robótkowych" powodowało słodki uścisk w żołądku i takie wypełniające wszechogarniające szczęście ? Ja doznałam czegoś takiego w minioną niedzielę. W końcu po półtora miesiąca miałam niczym nie zajęty i nie zmącony weekend tylko dla siebie. Samo dotknięcie mojego kuferka z koralikami i sznurkami wiązało się z takim nieznanym mi dotąd uczuciem :D (to znaczy nieznanym w odniesieniu do "martwej natury" :D) Ale ale... muśnięcie drutów wywołało podobne doznania, hmm ... szydełka również, przelotna myśl o Fimo spowodowała przyjemne mrowienie w koniuszkach palców i lekki obłęd w oczach, a z kuchni bardzo wyraźnie, wręcz rozpaczliwie wydawało mi się, wzywał mnie cukier waniliowy wraz z mąką, jajkami i proszkiem do pieczenia :D Efekt był taki, że najpierw z ogromną przyjemnością (jak już nie pamiętam kiedy) posprzątałam mieszkanie, ugotowałam przepyszny obiad z deserem, upiekłam ciasto, po czym najedzona, wykąpana i okryta miękkim szlafroczkiem, strasznie wytęskniona zasiadłam do moich robótek. Chwyciłam łapczywie za sutasz ... coś w granacie zrobię - kolczyki z lapisem lazuli (w piątek przyniósł mi kurier wyczekana przesyłkę z kamyczkami) ... albo nie ... córka prosiła o coś w kolorze beżu do nowej spódniczki ... niedawno kupiłam piękne beżowe jaspisy ... oj...a u mamy w pracy ktoś pytał o szaro-srebrno-niebieskie lub czarno-czerwone ... Przerzucam bezradnie w rękach kamyczki i sznureczki, a tu już mi się kołata natrętna myśl - weź szydełko ... Twoja jedyna ukochana młodsza siostra właśnie rozpoczęła dorosłe samodzielne życie i pilnie potrzebuje zielonych, szydełkowych, bawełnianych ściereczek do kuchni, no przecież uwielbiasz je robić... Chwytam za szydełko (na stole dalej leży rozłożony gotowy do współpracy sutasz i koraliki)... szukam w moim przepastnym wiklinowym koszu zielonej bawełny ... wyciągam ? ... mięciuchny kłębuszek czarnej wełenki kupiony w promocji zeszłej jesieni - (chwila zamyślenia trzymając to miękkie cudo w dłoni) ech jesień już idzie - ale byłby z niego przytulachny i ciepły golfiaczek :D Tak ! Tak ! To jest to ! Nabieram z dzikim błyskiem w oku jakieś 200 oczek, licząc je cichym jednostajnym głosem. Nagle słyszę dochodzące z fotela chrrrrmmmm chrppppp agrhhhh chrrrrmmmm chrppppp agrhhhh - Oooo mój kochany meńczyzn, znużony chyba moim liczeniem odpłynął w ramionach orfeusza - zerknięcie na zegar - 24.15 ... o (pipipi) jeszcze chwila i trzeba iść spać bo rano nie wstanę do pracy. I tak wykorzystując wolny weekend zaczęłam szydełkować ściereczkę, dziergać golfiaczek i wydłubałam jeden czarno-czerwony sutaszowy kolczyk (nie wiem czemu taki bo zdecydowanie bardziej mnie kręcił lapis lazuli) Czyli łapałam za wszystko a nie powstało nic konkretnego oprócz ciasta :D A że nie lubię umieszczać postów bez zdjęć to pokaże Wam moją wprawdzie starą pracę, bo wydłubaną na szydełku tej wiosny specjalnie na Wielkanoc, ale tak polubiłam tą ozdobę okna w kuchni że szkoda mi było ją zdjąć i wciąż wisi. Teraz spełnia rolę "zatrzymywacza" lata :D
Pomysł zainspirowany zdjęciem podpatrzonym w jakimś czasopiśmie o robótkach, ale teraz nie pamiętam w jakim :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Powrót na bloga :) nareszcie...

Oj długa była ta "chwilowa przerwa". Internet w końcu łaskawie po dwóch tygodniach wrócił, ale w tym czasie mój w miarę poukładany mały światek po raz kolejny wywrócił mi się (w pozytywnym znaczeniu) do góry nogami :D Nie będę się tu prywatnie wywnętrzać bo to nie ten blog i generalnie tego nie lubię robić, ale teraz to naprawdę wolnych chwil, które mogłabym poświęcić na robótki ręczne mam jak na lekarstwo. Siłą rzeczy nowości będą się rzadziej pojawiać, bo i prac jest mniej. Przyznam wam się po cichu, że siedzę aktualnie w pracy przed kompem i przeglądam sklepy z koralikami, a tak by mi się chciało coś wysutaszyć, że aż mnie swędzą koniuszki palców. W międzyczasie jednak coś tam powstało nowego... :D Poniżej więc mała prezentacja moich ostatnio stworzonych sutaszowych eksperymentów. Nowe wcielenie "eleganckich" przedłużone o jeden kamyczek, oraz "fioletowe" będące zupełną improwizacją, czyli że kierując moimi rękami stworzyły się same. :D


poniedziałek, 18 lipca 2011

Chwilowa przerwa :(

Piszę posta korzystając z okazji wizyty u mamy gdzie komputer ma łączność ze światem. W moim niestety po ostatniej burzy jaka miała miejsce 13-go lipca internet gdzieś sobie poszedł i do dzisiaj nie powrócił. I nie wiadomo kiedy będzie, bo piorun uderzył w nadajnik radiowy który przesyłał nam sygnał spalając przy tym połowę urządzeń w nadajnku. Dostawca internetu twierdzi że czeka na nowe części i wtedy go naprawi. Przynajmniej mam więcej czasu na nowe sutaszki, więc jak tylko będę mieć w końcu okazję to zasypię blog postami i fotkami moich nowych prac :)

niedziela, 10 lipca 2011

Hieroglify w czerwieni ;D

Kolejny krok w ujarzmianiu sutaszu - wszywanie małych koralików. Miała być zawieszka "zachód słońca", ale że ja jak zawsze trzymając igłę w ręku niczego nie planuję tylko daję się prowadzić sutaszowi, to okazało się że sznurki jednak miały inną wizję :D. Jako skończona praca ma to w sobie coś trochę z zachodu słońca, ale zdecydowanie bardziej przypomina (przynajmniej mi się tak wydaje) egipski hieroglif. Stąd tym razem oprócz wiedźmy jako model do prezentacji posłużył mi również mój stary wysłużony Tutenhamon. Nawet mu do twarzy było w tym wisiorku, więc dorobiłam mu kolczyki - niech ma :D


środa, 6 lipca 2011

Na co dzień

A tak mnie wzięło żeby w ramach ciągłego doszkalania się w utrzymywaniu sznurków w ryzach "wysutaszyć" coś skromniejszego, prostego, mniejszego, mniej strojnego i eleganckiego, takiego po prostu "na co dzień". Coś takiego co można założyć nawet do pracy w banku :D choć tam z tego co wiem to chyba nawet takie by nie przeszły. No i trzymając się ściśle wyznaczonego celu wydłubałam takie coś... :)

niedziela, 3 lipca 2011

Perłowo sutaszowe tulipanki

No i ja skończyłam, a deszcz dalej pada. Chyba zaraz wezmę się za kolejne kolczyki, albo może teraz podnieść sobie poprzeczkę i spróbować bransoletkę ... ? Przy okazji sesji zdjęciowej okazało się że moja ukochana "kuchenna czarownica" świetnie sprawdza się dodatkowo jako modelka do biżuterii ;) Tak oto więc prezentuję co wydłubałam w pochmurne niedzielne popołudnie. Jakoś nie mogłam wymyślić dla nich nazwy - roboczo ochrzciłam je "perłowe tulipanki" bo tak jakby... sam ich kształt mi się z tulipanem skojarzył.

W oczekiwaniu na koraliki

Paskudna niedziela, a właściwie to nie niedziela tylko pogoda paskudna. Za oknami tak leje że mam ochotę zasłonić rolety, żeby sobie humoru nie psuć. Do tego niestety nowa dostawa koralików dotrze do mnie najwcześniej we wtorek, a mnie już tak bardzo chciało się coś "wysutaszyć" (hmmm... jest takie słowo ??) :D Zabrałam się więc za to co było w domu. Znalazłam jakąś drobnicę w perłowym kolorze i właśnie daję upust swojej wyobraźni :D Poniżej na to mały foto-dowód. Myślę że wieczorem zaprezentuję tą pracę już w całości ukończoną.

środa, 22 czerwca 2011

No to się pochwalę - mój pierwszy sutasz :)

Jak w tytule :D Uwaga będę się chwalić, choć z natury "cicha i skromna" jestem ;D Po wielu próbach, błędach, pruciach, kłuciach się igłą w palce itd... mam przyjemność pokazać pierwsze moje nadające się do pokazania sutaszowe eksperymenty. Długa droga przede mną do perfekcji, ale tylko trening czyni mistrza, więc nie próżnuję i w każdej wolnej chwili zszywam kolejne sznureczki. Muszę przyznać że się coraz bardziej zakochuję w tej technice. Zdjęcia nie najlepszej jakości, ale coś nie mogę dojść do porozumienia ze swoim aparatem. Jak uda mi się zrobić lepsze to będę podmieniać.


Pierwsza praca - "Diabełki"

Druga praca - "Jagódki" (natychmiast porwane i przywłaszczone przez Miśkę)



I trzecia praca - Urodzinowe turkusiki dla siostry - Wszystkiego naj naj naj siostrzyczko :-)

piątek, 10 czerwca 2011

"sutaszowy bajzlownik" nowa technika i brak odwagi

Od kliku miesięcy jestem zupełnie zaczarowana, oczarowana i roz-ach-och-owana nad biżuterią sutaszową. Jako, że ja stworzenie ciekawe nowości jestem i do robótek zawsze chętne postanowiłam nauczyć się również tej techniki wyrobu takich cudeniek. W poszukiwaniu jakichkolwiek informacji czy instrukcji na temat wykonywania tych arcydzieł przeglądnęłam chyba ze sto stron w internecie, ale niewiele się dowiedziałam. Tajemnica jest pilnie strzeżona, "przecieki" niewielkie, więc jak to najczęściej bywa trzeba postawić na samozaparcie, samonaukę i dochodzenie do celu po wielu próbach i błędach. Podjąwszy tą decyzję zakupy odpowiednie zrobiłam. W sznureczki, koraliki, nitki, żyłki się zaopatrzyłam. Wszystko to na stół nieśmiało wyłożyłam. :)
Napatrzyłam się napatrzyłam na ten "bajzlownik" na stole, strzeliłam mu fotkę i do pudełka posprzątałam... Jakoś mimo ogromnych chęci po raz pierwszy odwagi mi brakło żeby zacząć. Dwa tygodnie się zbierałam żeby zacząć owijać i zszywać te sutaszowe sznureczki wokół koralików. Na obecną chwilę jestem po dwóch bardzo nieudanych próbach (koszmarki wyszły), po trzech znośnych, ale nienadających się jeszcze do pokazania i właśnie pracuję nad kolejnym sutaszowym eksperymentem. Tym mam nadzieję już niedługo się pochwalić. :)

wtorek, 7 czerwca 2011

Kuchenna Czarownica :)

Dawno mnie nie było na blogu (na swoim, bo inne czytam z namiętnością codziennie wieczorem ) Ale jak już wspominałam chwilowo cierpię na chroniczny brak czasu. Jednakże został mi już tylko jeden egzamin do zaliczenia i.... wakacje ! :D Tak, tak... cieszę się na koniec roku jak za starych dobrych czasów. Ot takie przedłużenie sobie młodości, do tego nigdy wcześniej nie przypuszczałam że nauka może sprawiać tyle przyjemności i satysfakcji. Żeby to człowiek rodził się od razu z rozumem 40-latka ... ech na pewno by więcej w życiu osiągał, a tak musi się na błędach uczyć i patrzyć jak jego dzieci powtarzają podobne błędy nie słuchając rad starszych. No ale cóż my też nie słuchaliśmy :D. Oj jakoś mi się filozoficznie zaczyna robić na blogu :D A ja przecież nie o tym chciałam. No to wracając do rzeczy, pomimo "zalatania" pomiędzy mężem, dzieckiem, domem, sprzątaniem, praniem, gotowaniem, pracą, nauką itd itp znalazłam chwilkę przyjemności. Kiedyś przeglądając internet znalazłam fajną grafikę, która mi się bardzo spodobała.

Niedawno sobie o niej przypomniałam i urodził się pomysł... Obrysowałam ją wektorowo w programie i poprosiłam mojego meńczyźna, aby wyciął mi ją laserowo w czarnym dibondzie. ( Dibond jest materiałem o lustrzanym połysku, idealnie gładkim, odpornym na zginanie, i co ważne, zaskakująco lekkim. Wykorzystywany jest w reklamie, oraz dekoracji wnętrz. ) I tak sobie oto zagościła w rozmiarze 0,5m, jako ozdoba mojej kuchni. :)

środa, 11 maja 2011

Voodoo o zmroku ;)

Przeglądając wczoraj wieczorem z córą (w dalszej części bloga zwanej po prostu "Miśką") różne inne strony i blogi rękodzielnicze, natrafiłyśmy na stronę z modelinowymi kolczykami. Jako że moja Miśka ma swój image dość mroczny i zarazem zabawny od razu wpadła w zachwyt na widok małych pseudo laleczek voodoo. Jak to w każdym domu rękodzielniczki, w różnych miejscach można znaleźć różne przydatne i nieprzydatne (póki co, bo kiedyś na pewno się do czegoś przydadzą) rzeczy. Tak i u nas w szufladzie kuchennego stołu cichutko leżała sobie nowiutka paczka modeliny i w krótkim czasie już się wypiekały w piekarniku dwa takie szkaradziaki :D A dzisiaj rano pojechały do szkoły dumnie prezentując się na uszach mojej córki.

pomysł zaczerpnięty gdzieś w internecie - wykonanie własne.

Krzyżyki są zakaźne ;)

Najpierw nieśmiało kręciła mi się za plecami zaglądając mi przez ramię na ręce. Po jakimś czasie siadła koło mnie i śledziła oczami każdy ruch nitki. Po chwili przypatrywania się "nurkowała" już w naszym przepastnym kuferku "wygrzebując" drugi wolny tamborek z okrzykiem na ustach "JA TEŻ TAK CHCE" O kim mowa ? Ano o mojej córci, która zamiłowanie do robótek wyssała z mlekiem matki - no cóż, jak to mówią "gena nie wydłubiesz". A oto jej pierwsze dzieło krzyżykowe. Na start wybrała sobie wykonanie zakładki do książki.
Jeszcze trochę pracy przed nią, bo czeka ją haft drugiej takiej samej i zszycie ich razem, ale tak to mniej więcej się prezentuje na chwilę obecną :)

poniedziałek, 9 maja 2011

Celem wstępu ...

Jakoś nie mogę wystartować z tym moim blogiem. Wciąż za mało czasu na wszystko co bym chciała zrobić. Do tego wszystkiego osiągnąwszy pewną dojrzałość życiową zachciało mi się z powrotem uczyć :D, a że właśnie nadszedł okres egzaminów to nauki mam od ......... tu wycięte słowo niecenzuralne ;-), więc nawet weekendy mam zapchane po brzegi i na hobby póki co kompletnie brakuje mi czasu. A tu za pasem "Dzień Matki" i wypadałoby coś ładnego wykombinować na prezenty, tym bardziej, że druga mama teściowa ma do tego jeszcze urodziny. Wymyśliłam sobie dla niej haftowaną serwetę na kuchenny stół, ale czy zdążę ?? No nic, korzystając z chwili wolnego czasu lecę kupić materiał na obrus i serwetę - zawsze to jakiś początek, może wieczorkiem uda mi się przynajmniej wrzucić to na tamborek :D

A póki co niesmiało pokażę moją pierwszą krzyżykową pracę. Oto "nieszczęsny" kurczak wielkanocny (jeszcze nie wyprany i nie wyprasowany) Haftowałam go podwójną nitką, ale mam wrażenie że chyba powinnam potrójną ... no cóż pierwsze koty za płoty ... tzn kurczaki :D

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...