Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą kolczyki

A z wieczora... na frędzelki przyszła pora :D

Wczoraj późnym wieczorem w oczekiwaniu na piękny ciepły wieczór i możliwość ubrania długiej letniej sukni na ramiączkach, natchnęło mnie na takie kolczyki, które moim zdaniem świetnie się będą z tym komponować :) Wzór mojego autorstwa - udostępniam chętnym do wykorzystania na potrzeby własne :)

W szarościach i wężowo :)

Znów mnie jakiś czas nie było, ale jak tu u mnie bywa, spokoju nie ma, (już nawet na niego nie liczę), a nowy rok zawsze przychodzi z "przytupem" mniej lub bardziej rujnując mi już jakoś z trudem poukładane w ciągu poprzednich 360-ciu dni życie. Teraz też nie mogło być inaczej, styczeń nie zaczął się optymistycznie i potrzebowałam trochę czasu , żeby się ogarnąć w nowych realiach i odzyskać "równowagę psychiczną" :) Ale nie narzekam, bom przecie niepoprawna optymistka jest, a i Was też nie będę zamęczać swoimi problemami, bo nie w tym celu  ten blog istnieje. Jedyna, choć nieco wątpliwa korzyść ze zmian - znowu mam mnóstwo czasu na robótkowanie :) Zamówień na całe szczęście póki co też sporo, niestety wciąż te same wzory. Ale kilka nowości też się w między czasie stworzyło. Na przykład dwa nowe wzory bransoletek: Geometrycznie w szarościach... ... i pytonowo - wężowato :) ... ... i komplet szafirowych octagonów Swarovskiego o...

Jeszcze jesiennie...

Jeszcze jesiennie, choć za oknem już biało (co za pogoda - bleee) Wracając... miała być bransoletka w kolorach jesieni, no to chyba mi się udało i powiem Wam, choć nie lubię tych kolorów jestem z niej dumna :) Zdjęcie nie oddaje jej całego uroku - jest tak błyszcząca i mieniąca, że nie potrafiłam zrobić jej dobrego zdjęcia. Wzór mojego pomysłu :) Jak by ktoś chciał skorzystać to dzielę się wzorem  Ponadto przeprowadziłam wczoraj wieczorem (zahaczając o noc) ujarzmianie koralików twins. W tej nierównej wojnie wyplotłam takie kulki, a z nich później zrobiłam kolczyki: Dowód, że się udało :) Kulki są ogólnie bardzo fajne, ale nie jestem do końca przekonana co do tego kolorowego środka... Same kolczyki w sobie też coś mi się nie widzą, więc raczej pójdą do likwidacji, a z kulek chyba powstanie kolejna bransoletka :) A na koniec widok jaki mam codziennie wczesnym rankiem za oknem. Może wygląda trochę przerażająco, ale ja go na prawdę uwie...

Koralikowe sznury - dalej hurtowo ;D

Kolejna hurtowa porcja bransoletek. W większości wynik pracowitego weekendu na wyjeździe :) Wiejski spokój, zieleń i piękna pogoda sprzyjały robótkom. Jak zwykle mama wzięła do pracy i prawie wszystkie bransoletki mają już swoje właścicielki :) A przy okazji nauki wyplatania... W trakcie prób powstały takie kolczyki :)   

Jaspisowe "stópki" ;-D

Patrzę na nie i patrzę... i mimo najszczerszych chęci żeby nie widzieć w nich stóp to jednak uparcie wciąż je widzę :D Projekt w założeniu miał być nieco inny (jeden z naszkicowanych, które pokazywałam kilka postów wcześniej), ale jak zwykle w połowie pracy sutasz przejął kontrolę nad moimi palcami i zaczął tworzyć się sam. Zawsze mi to robi, a ja potem muszę dopasowywać ideologię do tego co się stworzyło i przekonywać samą siebie że tak właśnie miało być :D. Ale żeby nie przedłużać to .... TATADAMMMM - OTO ONE ! Użyłam: Sutasz w dwóch odcieniach beżu, centralnie - jaspis cesarski, turkusy, szklane perły w odcieniu karmelu i turkusu, oraz bigle otwarte - srebro 925. Tył podklejony i podszyty jasnobeżowym cienkim filcem.   Będą zaimpregnowane, ale dopiero jak przyjdzie do mnie zamówiony impregnat

Ab igne ignem

Ab igne ignem - "Z ognia ogień" Żywioł ognia - czyli aktualne wyzwanie w Kreatywnym Kufrze . Z okazji, że ten weekend szczęśliwie znowu miałam całkiem wolny i cały ten czas mogłam wykorzystać tylko dla siebie to tak się "zapaliłam" do robótek, że powstały takie oto wesołe płonące węgielki. :D A że kolory i tematyka mi bardzo przypasowała, więc postanowiłam i ja się tym razem w Kreatywnym Kufrze skromnie udzielić. :) WYRÓŻNIONE :)

Powrót na bloga :) nareszcie...

Oj długa była ta "chwilowa przerwa". Internet w końcu łaskawie po dwóch tygodniach wrócił, ale w tym czasie mój w miarę poukładany mały światek po raz kolejny wywrócił mi się (w pozytywnym znaczeniu) do góry nogami :D Nie będę się tu prywatnie wywnętrzać bo to nie ten blog i generalnie tego nie lubię robić, ale teraz to naprawdę wolnych chwil, które mogłabym poświęcić na robótki ręczne mam jak na lekarstwo. Siłą rzeczy nowości będą się rzadziej pojawiać, bo i prac jest mniej. Przyznam wam się po cichu, że siedzę aktualnie w pracy przed kompem i przeglądam sklepy z koralikami, a tak by mi się chciało coś wysutaszyć, że aż mnie swędzą koniuszki palców. W międzyczasie jednak coś tam powstało nowego... :D Poniżej więc mała prezentacja moich ostatnio stworzonych sutaszowych eksperymentów. Nowe wcielenie "eleganckich" przedłużone o jeden kamyczek, oraz "fioletowe" będące zupełną improwizacją, czyli że kierując moimi rękami stworzyły się same. :D

Hieroglify w czerwieni ;D

Kolejny krok w ujarzmianiu sutaszu - wszywanie małych koralików. Miała być zawieszka "zachód słońca", ale że ja jak zawsze trzymając igłę w ręku niczego nie planuję tylko daję się prowadzić sutaszowi, to okazało się że sznurki jednak miały inną wizję :D. Jako skończona praca ma to w sobie coś trochę z zachodu słońca, ale zdecydowanie bardziej przypomina (przynajmniej mi się tak wydaje) egipski hieroglif. Stąd tym razem oprócz wiedźmy jako model do prezentacji posłużył mi również mój stary wysłużony Tutenhamon. Nawet mu do twarzy było w tym wisiorku, więc dorobiłam mu kolczyki - niech ma :D

Na co dzień

A tak mnie wzięło żeby w ramach ciągłego doszkalania się w utrzymywaniu sznurków w ryzach "wysutaszyć" coś skromniejszego, prostego, mniejszego, mniej strojnego i eleganckiego, takiego po prostu "na co dzień". Coś takiego co można założyć nawet do pracy w banku :D choć tam z tego co wiem to chyba nawet takie by nie przeszły. No i trzymając się ściśle wyznaczonego celu wydłubałam takie coś... :)

Perłowo sutaszowe tulipanki

No i ja skończyłam, a deszcz dalej pada. Chyba zaraz wezmę się za kolejne kolczyki, albo może teraz podnieść sobie poprzeczkę i spróbować bransoletkę ... ? Przy okazji sesji zdjęciowej okazało się że moja ukochana "kuchenna czarownica" świetnie sprawdza się dodatkowo jako modelka do biżuterii ;) Tak oto więc prezentuję co wydłubałam w pochmurne niedzielne popołudnie. Jakoś nie mogłam wymyślić dla nich nazwy - roboczo ochrzciłam je "perłowe tulipanki" bo tak jakby... sam ich kształt mi się z tulipanem skojarzył.

No to się pochwalę - mój pierwszy sutasz :)

Jak w tytule :D Uwaga będę się chwalić, choć z natury "cicha i skromna" jestem ;D Po wielu próbach, błędach, pruciach, kłuciach się igłą w palce itd... mam przyjemność pokazać pierwsze moje nadające się do pokazania sutaszowe eksperymenty. Długa droga przede mną do perfekcji, ale tylko trening czyni mistrza, więc nie próżnuję i w każdej wolnej chwili zszywam kolejne sznureczki. Muszę przyznać że się coraz bardziej zakochuję w tej technice. Zdjęcia nie najlepszej jakości, ale coś nie mogę dojść do porozumienia ze swoim aparatem. Jak uda mi się zrobić lepsze to będę podmieniać. Pierwsza praca - "Diabełki" Druga praca - "Jagódki" (natychmiast porwane i przywłaszczone przez Miśkę) I trzecia praca - Urodzinowe turkusiki dla siostry - Wszystkiego naj naj naj siostrzyczko :-)

Voodoo o zmroku ;)

Przeglądając wczoraj wieczorem z córą (w dalszej części bloga zwanej po prostu "Miśką") różne inne strony i blogi rękodzielnicze, natrafiłyśmy na stronę z modelinowymi kolczykami. Jako że moja Miśka ma swój image dość mroczny i zarazem zabawny od razu wpadła w zachwyt na widok małych pseudo laleczek voodoo. Jak to w każdym domu rękodzielniczki, w różnych miejscach można znaleźć różne przydatne i nieprzydatne (póki co, bo kiedyś na pewno się do czegoś przydadzą) rzeczy. Tak i u nas w szufladzie kuchennego stołu cichutko leżała sobie nowiutka paczka modeliny i w krótkim czasie już się wypiekały w piekarniku dwa takie szkaradziaki :D A dzisiaj rano pojechały do szkoły dumnie prezentując się na uszach mojej córki. pomysł zaczerpnięty gdzieś w internecie - wykonanie własne.